Re: Najśmieszniejsze cytaty z forum.

#158
To ża laga pękła to napewno niema wina handlarza. To może twoja wina bo możesz hamowałeś za mocna. Mnie laga się rozciekła, a też kupiłem w bielsku. Ale to jest moja wina( raczej nie moja bo auto mi wyjechało i miałem ostre chamowanie żeby niewjechać w auto i niewjechałem). Pozdrawiam.
Hahhahaha, padłem :D uważajcie chłopaki :D jak to napisała nasza Martynka, lepiej zakładajcie słabsze klocki z przodu bo wam lagi będą cieknąc :D

Edit:
Co planuje:
-pomalować klocki hamulcowe, i nózki
hahahah :D

a ty? pomalowałeś juz swoje klocki hamulcowe? :hd:

Re: Najśmieszniejsze cytaty z forum.

#162
Zapożyczone z innego forum, ale warto przeczytać.:
Taaak... teraz rozumiem... Naprawdę są nas tysiące. Ja teą mam RS 125 cm
i uwielbiam te przyspieszenia. Mija 8 sekund licznik pokazuje magiczne
80km/h. Mija kolejne 7sekund już jest 120. Ale to mało! Pragnę wiecej!!
W tym momencie ze świstem mija mnie czerwone Tico zapakowane rodziną do
3 pokolenia wstecz. Odkręcam manetkę do oporu i kładę się na baku!! Mija
20minut - obrotomierz dochodzi do czerownego pola i czas wrzucić ostatni
4 bieg - już jest 130km/h. Doganiam Tico i wyprzedzam na jedną długość
mojej maszyny. Taaaaaak!!! Niemalże ekstaza. Czuję spełnienie. Wygralem
kolejną walkę...

Powoli wytracam prędkość. Redukuję biegi i zjeżdżam na pobocze. Zdejmuję
kask. Uważając aby nie przypalić mlodzieńczego zarostu zapalam
ostatniego papierosa. Z politowaniem spoglądam na przejeżdżające obok
auta. Wiem, że to ja jestem najszybszy. Oni też to wiedzą. Widzę to w
ich wystraszonych spojrzeniach.

Słońce chyli się ku zachodowi. Zaciągam się po raz ostatni i wyrzucam
peta. Zakładam kask i z cichym stuknięciem wrzucam bieg. Czas wracać do
domu.... na obiad czeka ogórkowa a później trzeba odrobić pracę domową.


Rozdział drugi: Powrót do domu....

Jadę powoli. Zachodzące słońce rzuca przede mnie cień mnie i mojego
motocykla. Jesteśmy spleceni w jedna calość..... stanowimy jedność.
Czuje jak maszyna wierzga. Tylko czeka aż ruch mojego nadgarstka pozwoli
jej wyrwać ku wolności stworzonej przez stado galopujących 13KM. Ale
potrafię ja okiełznać. Mimo iż jest to bestia przy mnie jest potulna jak
baranek.

Zatrzymuje sie na swiatłach. Nagle w lusterku powoli zbliża sie
pojedyncze światełko. Adrenalina skacze do góry. Zwężają się źrenice i
szczeki mocniej zaciskają. Czuje kolejna bitwę. Kolejna krew. No pasie obok
zatrzymuje sie mój nowy rywal....

Zza przyciemnionej szybki TIGERA nie widzę jego twarzy ale wiem ze
patrzy na mnie. Powoli zwiększam obroty. On robi to samo. Jego
stjuningowana yamaha aerox aż rwie sie do wyścigu. Ale ja jestem
spokojny i opanowany. JESTEM MOTOCYKLISTĄ....

Przymrużam oczy i szarpie manetka gazu. Z wydechu od r1 zamontowanego
pod zadupkiem mojej RSki dochodzi przeraźliwy ryk. Matki z przerażeniem
wołają swoje pociechy, przechodnie pochowali sie w krzaki. Ulice
opustoszały. I wreszcie gaśnie czerwone światło....

Puszczam sprzęgło i maszyna z jazgotem wyrywa do przodu. Idziemy równo -
łeb w łeb. Mijają kolejne sekundy wyścigu 10,11,12,13,14,15,16... Pędzę
już 70km/h. W tym momencie jego maszyna zaczyna słabnąć. Już wiem ze
wygrałem. Pozwalam sobie na lekki uśmiech. Chcę jednak pokazać swoją
dominację!! Mimo ze pogubiłem wszystkie naklejki jadę dalej. I wreszcie
jest!!Apogeum - Bestia osiągnęła 90km/h w ruchu miejskim. Zwalniam,
pozwalam mu sie dogonić. W geście triumfu daję na kolo. Przednia opona
ochoczo odrywa sie od ziemi na wysokość 7cm!!! Kątem oka widzę idące
ulica dwie gimnazjalistki. Uśmiecham sie do siebie ze świadomością że
widziały mój trick.
W myslach mowie sobie ze:

Wtedy dopiero czuje, że żyje ! ! Jednak zdaje sobie sprawe, że czasem
jeden zły ruch, jeden moment nieuwagi może sprawić, że już nikt nie
uściśnie mi dłoni. Podejmując tą "grę" trzeba się liczyć z
konsekwencjami i byś świadom co może się stać.

Taaakk. Wiem co czujesz. Ja jestem taki sam jak Ty. Musimy umówic sie
kiedyś na wspólne latanie po mieście.

Jestem już w domu. Ogórkowa wystygła.... Ale to nie ważne. Liczy się
tylko to że jestem motocyklistą i mam "szacunek ludzi ulicy".
Elo ziomale!!...

Rozdział III: Sobota...

Wstaję rano i przecieram zaspane oczy. Po wczorajszym dniu pozostał
tylko rozmyty krajobraz widziany zza wizjera kasku. Tigery mają nie
najlepszą wentylację więc wszystko widać jak przez mgłę. Właściwie to
jest coś jeszcze.... . W środku czuję jeszcze uczucie euforii po
ostatnim starciu - A może to ta ogórkowa??

Wiem, że dziś znów będę jeździł. Znów poczuję tą moc ukrytą w potężnym
silniku. Na sama myśl o tym ogarnia mnie przyjemny dreszcz. Wiem, że
dziś też zmierzę sie z kolejnym rywalem.

Powolnym krokiem schodzę go garażu i zapalam światło. Z mroku wyłaniają
się znajome kształty wściekłej maszyny. Jeszcze nie rozbudziła się ze
snu. Czeka wiernie na mnie abym dotknięciem przywrócił ją do życia....

Pozbawiona naklejek wygląda jeszcze lepiej. Boję się tylko czy nie
spowoduje to drastycznego spadku mocy. Na szczęście mam kilka
zapasowych. Przyklejam je naprędce i już jestem gotów do jazdy....

Siadam wygodnie w kanapie i kciukiem muskam przycisk startera. O
Taaaak!! Znów czuję to wibracje. Serce zaczyna bić szybciej. Kilkakrotne
szarpnięcie manetką informuje mnie, że nowe naklejki świetnie się
sprawują i dodatkowo poprawiły nieco przebieg krzywej momentu obrotowego.

Wyjeżdżam na ulice. Czuję, że dzisiejszy dzień będzie tym, który
mieszkańcy mojego miasta na długo zapamiętają...

Mam zamiar pojechać dziś na jakiś zatłoczony parking przy centrum
handlowym i trochę potrikować. Wiem, że znów przyciągnę zazdrosne
spojrzenia zwykłych śmiertelników. Są jak robactwo - niegodni mego
widoku. Ale niech patrzą... Niech napawają sie widokiem prawdziwego
motocyklisty...

Z rykiem silnika wjeżdżam na parking. Jest jeszcze wcześnie więc mało
osób. Nie szkodzi - przyjadę za chwile jak będzie ich więcej. Jadę
przeczekać na pobliską stację benzynową. Zatrzymuję się i otwieram wlew
paliwa. Słyszałem, że unoszące się w powietrzu na stacji opary paliwa
mogą skroplić się wprost do baku!! Niech Ci frajerzy tankują i płacą a
ja i tak będę miał za darmo.
Mija 20 minut podczas których staram sie jak najbardziej wystawić na
widok publiczny. Nie zdejmuję kasku gdyż wtedy wyglądam bardziej
tajemniczo. Widzę po twarzach ludzi, że sie boją. Lękają sie
zamaskowanej postaci. Przeraża ich to co nieznane...

Wreszcie jadę znów na parking. Już jest około 40 aut i kilka osób
przechodzi od samochodu do wejścia do centrum. Idealnie.... Jest wśród
nich rodzina ze znajomego Tico. Przemykają nieco szybciej niż pozostali.
Są upokorzeni. Mają w pamięci wczorajsza porażkę. Rwę gaz aby przykuć
uwagę. W podziemnym parkingu brzmienie wydechu potęguje wszechobecne
echo. Ludzie z zaciekawieniem odwracają wzrok... Na to właśnie czekałem.
Dzięki temu czuję, że żyję. Kocham tę grę. A w niej może być tylko jeden
zwycięzca -JA.

Wyznaczyłem dziś sobie cel. W nocy nie moglem spać gdyż w głowie
kołatała mi sie jedna myśl. Słyszałem wewnętrzny głos, który mówił mi, że:
moze po ogorkowej troche ciezszy bede i zatrzymam na przednim na
swiatlach nareszcie.

Tak. Dziś to zrobię!!!
Rozpędzam się. Mijają kolejne minuty. Wreszcie licznik pokazuje już
37km/h. Na forum Bravo przeczytałem, że muszę mieć co najmniej 40km/h
aby wszystko się udało. Niestety muszę odpuścić.... skończył się
parking. Trzeba znaleźć inne miejsce.

Niestety nie ma u mnie w mieście innego Lidla (to tutaj kupiłem swój
kask i motocyklowe sofixy). Postanawiam poćwiczyć w ruchu miejskim.
Znajduję najdłuższą prostą w mieście. Dobrze ją znam. Jestem jej
władcą!! Niepokonany o 6 klasy podstawówki. Na jej końcu jest to czego
pragnę. Światła!! Właśnie tam to zrobię - Zrobię stopalla!!

Ruszam wściekle. Potężny moment obrotowy wynoszący niewyobrażalne 3,76Nm
powoduje uślizg opony a mnie chce ściągnąć z maszyny. Cisnę jednak dalej
nie zważając na ból szyi przeciwstawiającej sie rwącemu pędowi
powietrza. Wiem, że liczy sie każdy metr rozpędu...

W samą porę osiągam upragnione 40km/h. Jestem przed samymi światłami. To
już ten moment! Przechylam się mocno do przodu, naciskam klamkę hamulca
i.... tylna opona zaczyna sie unosić. Cóż za uczucie!! Ogarnia mnie
euforia. Robię prawie idealne stoppie!! Nieco tylko nizsze niz
wczorajsza guma ale i tak przypadkowi gapie są w szoku. Nie potrafią
pojąć, że zwykły człowiek może tak kpić z praw fizyki. Ale ja nie jestem
zwykłym człowiekiem. Jestem motocyklista...

Emocje powoli opadają. Nadchodzi to długo oczekiwane wyciszenie. Patrzę
tylko na przechodniów żelaznym wzrokiem. Przerażeni stoją przez chwilę w
osłupieniu. Szybki ruch nadgarstka budzi ich z odrętwienia i jak
najszybciej odchodzą skuleni.

Osiągnąłem swój cel. Dla tej chwili sie urodziłem i na nią czekałem
przez cale 14lat. Stoję na szczycie świata.

Postanawiam przed powrotem do domu jeszcze zatrzymać się na starówce. O
tej porze powinno tam być sporo ludzi, którzy mogliby na mnie patrzeć.
Czas mija powoli. Wskazówki zegarka ospale lecz miarowo wskazują
upływający czas. Zakładam kask i odpalam silnik. Pierwszy bieg wskakuje
z cichym stuknięciem. Kolejne wchodzą już bezgłośnie.....

rozdzial IV

"Wakacyjne wojaże"

Wakacje trwają. Na liczniku mojej maszyny przybywają kolejne kilometry
nawinięte na koło. W moim mieście pojawił sie nowy jeździec. Od czasu do
czasu robimy wspólne ustawki i śmigamy po mieście albo trickujemy na
parkingu przed Lidlem. Ja latam na mojej rsce a Piotrek "ileśtam" ma 11
letnie "Piaggio pollini mega-turbo-extra-wypas-120km/h-elektronik".

Dziś znów się spotykamy. Trochę pomajstrujemy przy maszynach a później
pokarzemy się na mieście. Mamy do zrobienia kilka rzeczy. Chciałem
wypolerować ramę od mojej bestyjki. Widziałem w poważnym filmie
dokumentalnym - Torque - że poprawia to aerodynamikę maszyny i w
rezultacie wzrasta predkość maxymalna. W głębi duszy mam nadzieję, że
uda mi się przekroczyć granicę 123,2km/dobe.

Piotrek postanowił przerobić swój wydech na rasową przelotówkę. Niestety
tata zabronił nam używać wiertarki i musimy skorzystcać z młotka i
gwoździa. Zostawiamy maszyny na ulicy a sami idziemy po niezbędne
rzeczy. Moglibśmy robić wszystko w garażu i wtedy nie musielibyśmy
zasuwać 20m przez podwórko po każde potrzebne narzędzie ale wtedy
sąsiedzi i przechodnie nie widzieliby, że znamy się na mechanice i
potrafimy ulepszać nasze motocykle. Taaaaak...... Tjuning mechaniczny to
jest to co kochamy. Uwielbiam, kiedy moja maszyna po każdej przeróbce
staje się coraz zwinniejsza. Coraz bliższa ideałowi.... Po zrobieniu
kilku dziur w wydechu Piaggio i kilku godzinach polerowania prace są
zakończone. Obie maszyny stoją w popołudniowym słońcu a delikatny wiatr
pieści ich kształty. trzeba przyznać, że tworzą razem piekną parę.
Jakieś 30m od nas widzimy, ze idą dziewczyny. Postanawiamy szybko
odpalić maszyny żeby móc trochę pogazować jak będą obok nas
przechodziły. Kiedy nas mijają widzę, że kokieteryjnie na nas
spogladają. Ale ja patrzę na nie kpiąco.... Mogę mieć takich setki. Taka
maszyna jest przepustką do prawdziwego lachonarium.

Powoli wyjeżdżamy na ulice. Dotaczamy się w spacerowym tempie do
najbliższych świateł i zajmujemy pole position. Na pasie obok stoi
chłopak z naszego gimnazjum w swoim seicento sporting 700ccm. Uśmiechamy
się do niego z politowaniem bo wiemy, że za chwię jego nadzieje na
nawiązanie jakiejkolwiek walki spełzną na niczym a my odjedziemy z
podniesionym kołem ku najbliższym światłom. Mimo tego, że wiem, że nie
ma żadych szans to moje ciało reaguje podnieceniem i przyspieszonym
biciem serca. Wbijam pierwszy bieg i dodaję gazu. Z rozdygotanym sercem
czekam z zgaśnie czerwone światło. Czuję się trochę jak Rozzi czekający
na start w królewskiej klasie. Jestem taki sam jak on. Obaj wybijamy się
ponad przeciętność......

Wreszcie gaśnie czerwone...... Strzelam ze sprzęgła i tylne koło kreśli
długą na 5cm krechę na asfalcie. Cholera!! To na pewno trochę mnie
spowolni. Po kilku metrach wciąż jestem na prowadzeniu. Piter trochę
został w tyle ale spodziewalem sie tego. Jego naklejki mocy mają
mniejszą powierzchnię niż moje. Seiczento już skapitulowało.......
ŻAŁOSNE. Znów czuję się panem świata!!Mogę przenosić góry i niszczyć
narody!!! Veni Vidi Vici!!!!....... Cały wyscig trwał tylko
kilkadziesiąt sekund ale tak naprawdę było to kilkadziesiąt sekund
igrania ze śmiercią. Prędkości grubo ponad 47km/h to nie przelewki.
Linia przerywana zmienia się w ciągłą i stojące przy drodze drzewa
zlewają sie ze sobą. Serce bije jak oszalałe i ręce się pocą. Wtedy
każdy błąd możesz przypłacić życiem. Jesteś skupiony do granic
możliwości. Wzbijasz się na poziom nieosiągalny dla innych, zwykłych
ludzi. A moja eReSa nie wybacza błedów. Wielu już się przekonało o jej
mocy i nie doceniło potencjał tego modelu. Ale mnie zaczyna być mało. W
mojej głowie rodzą sią plany kolejnych przeróbek maszyny.

Powoli zawracamy w stronę centrum . Wcześniej ustaliliśmy, że pojedziemy
nad zalew bo w lato tam jest najwiecej ludzi i można się nieźle
polansować. Może wyrwiemy jakieś lachony od nas ze szkoły. Kiedy
zbliżamy się do zalewu zaczynamy wściekle rwać manetki gazu. Ważne jest
żeby ludzie z daleka wiedzieli, że się zbliżamy. Zatrzymujemy się na
parkingu. Przez chwilę nie gaszę motocykla żeby ludzie mogli zobaczyć
moją niebieską żarówke, którą wczoraj kupiłem za 12,5 zł i zamontowałem
w lampie. Na pewno nie moga wyjść z podziwu, że mam ksenony w mojej
masznie. A niektórzy mówili, że się nie da. Głupcy!!
Cały czas stoimy przy motocyklach i rozmawiamy zwracając uwagę
przechodniów spieszących na plaże. Odwracają wzrok patrząc zazdrośnie na
nas i coś szepcą między sobą. Wiem, że to podziw. W glębi duszy
uśmiecham się do siebie. Przed wakacjami poddałem moją bestię
tjunningowi optycznemu. Oprócz niebieskiej źarówki, na moim zadupku w
słoncu dumnie błyszczy naklejka od chondy cbr1000rr. Teraz wszyscy
wiedzą, że mam lytra. Zamówiłem też na allegro więcej naklejek i teraz
na kasku widnieje piękny napis AGV, który zakrywa poprzednie logo
Tigera. Tak jest lepiej. Kask od razu przestał parować i stał się
cichszy, co ma ogromne znaczenie przy prędkościach bliskich maxymalnej.

Dzisiejszą przejażdżke kończymy wcześnie bo musimy jeszcze zrobić kilka
rzeczy przy maszynach. Ale postanowiliśmy, że drogę powrotną
przejedziemy ostro.............

Ogromne przyspieszenia i szaleńcze hamowania to coś dla czego się
urodziliśmy i dla czego żyjemy. Wy tego nie ztrozumiecie. Nie jesteście
PRAWDZIWYMI MOTOCYKLISTAMI!! Spod każdych świateł ruszamy podrywając
przednie koło. Prawie za każdym razem udaje się choć na chwilę oderwać
je od ziemi. Każde zatrzymanie kończy się pięknym, 3centymetrowym
stoppie. Pędząc ulicami z prędkością, ktorą wiekszość ludzi uznałaby za
zabójczą widzimy rodiowóz zaparkowamy na poboczu. Ale nie
odpuszczamy........ Tniemy powietrze niczym pocisk kalibru 9mm.
Powietrze świszczy w uszach a ręce kurczowo walczą z wyrywającą się
kierownicą. Policja nawet nie podejmuje pościgu. Wiedzą, że i tak nas
nie dopadną. Na dwupasmówce widzimy jakieś 400 m przed nami auto.
Postanawiam je upokorzyć........ Odkręcam na maxa i chowam się za
owiewkę. Po 23 minutach je doganiam. Jadę już z predkością bliską
maxymalnej i prawie łamię ograniczenie prędkości do 90. Pewnie bym
przełamał tę barierę ale jadę nieco pod górke. Ale najważniejsze jest
to, że jestem juz przy tym aucie. A przeciwnik to nie byle jaki - Lada
Samara z 1988r 1.5 benzyna lexus-look. Uśmiecham się pod nosem bo czuję,
że mam jeszcze trochę luzu w manecie gazu. Odkręcam do oporu i czuję jak
potężne przyspieszenie katapultuje mnie po przodu. Na budziku widnieje
już prawie 90km/h i powoli rośnie.
91..................92.................93.............94...........
troche zgłodnialem ale nie odpuszczam. Nie mogę teraz o tym myśleć. Mam
jeden cel. Mija kwadrans i prędkość dochodzi do 103 km/h. W tym momencie
wysuwam się na prowadzenie i udaje mi się wjechać przed czerwony bolid
ze stajni "toro-rosso". Mijając auto ze świstem powietrza, kątem oka
uchwyciłem tylko zdumione spojrzenia jego pasażerów. Ale teraz to już
nie ma znaczenia. Wiadomo kto jest zwycięzcą a kto pokonanym. Kilka dni
temu spotkałem ich na parkingu.

Wreszcie jest mój zjazd..... Skręcam w stronę domu i wiem, że za kilka
minut tam będę. Słońce rzuca przede mną cień. Czuję przez kierownicę
delikatną strukturę asfaltu i wiem, że jestem w swoim żywiole. Jazda
jest swoistym katharsis. Potrzebuję tego do życia jak powietrza. Parkuję
na ulicy a kilka minut później podjeżdża Piotrek. Żegnamy sie krótkim
"do zo ziom". Następnym razem pośmigamy za dwa tygodnie. Jutro wyjeżdżam
na kolnię do Ciechanowa. Muszę poprosić mamę żeby mnie spakowała........

Odstawiam maszynę do garażu i gaszę światło. Promienie zachodzącego
słońca oświetlają zadupek i tylne koło. Zamykam drzwi żegnając maszynę
czułym: "Za 2 tygodnie wróce. Trzymaj się". Wchodząc do domu wyczuwam
znajomy zapach ogórkowej........
Za ten post autor otrzymał podziękowania od:
WiTuF4 (3 sie 2013, o 11:40) • Vito (5 sie 2013, o 10:11)
ODPOWIEDZ

Wróć do „Luźna gadka”