Kask, a sprawa polska

#1
Zainfekowany problemem bezpieczeństwa wnuka w użytkowaniu DS , zatrzymałem się nad kwestią ochrony głowy, albowiem przepis mówi wyraźnie o kasku.
No fajnie, tylko jaki kupić, czy ten budżetowy np.YOHE, czy coś innego.
Dobra, już wyjaśniam o co detalicznie biega. Otóż to nakrycie głowy motocyklisty winno odpowiadać po pierwsze primo wymogom europejskiej homologacji kasków ECE R 22-05 i który to symbol winien być na trwale związany z kaskiem. Dodatkowo na metce/wszywce winno być oznaczenie miejsca wytworzenia np E3, CE oraz numer dopuszczenia.
Proponowane przez handel kaski budżetowe takowych oznaczeń nie mają, ale sprzedawcy wymachują jakimiś kateluszkami przypiętymi w woreczku foliowym z nadrukiem CE (głównie w języku ang., co już jest niezgodne z polskimi przepisami o obrocie towarów i usług, zawierającymi zwykle instrukcję konserwacji) , które można sobie o kant .. ramy potłuc. Takich karteczek, to ja mogę sobie nadrukować od pyty i obwiesić się nimi od góry do dołu.
Są to wyroby wykonane atrakcyjnie dizajnersko, ale jak się ma ich jakość do przeznaczenia? Wszak mają chronić nasze czerepy !!! Gdyby sprzedający poinformował, że stosuję ten kask na własne ryzyko, to rozumiem, ale okłamując kupującego stosowną gadką powoduje, że naraża mnie na wiele niebezpieczeństw i problemów późniejszych.
Zaraz odezwą się głosy - to nie kupuj i nie marudź! OK, tylko to nie rozwiązuje sprawy bezpieczeństwa i odpowiedzialności za skutki użytkowania niezgodnego z normami środka ochrony osobistej wprowadzonego do obrotu w polskim handlu.
Problemy zaczną się w chwili, oby nigdy to się nie zdarzyło!, kiedy mamy wypadek - nie ważne z czyjej winy, a uszkodzeniu uległ nasz podstawowy organ. No niby kask powinien chronić, a nie ochronił - jasne, że nie zawsze chroni (poważnie ograniczy ryzyko uszkodzenia), ale jak przyjdzie do rozmowy o odszkodowanie z tytułu wypadku, to pan w kapeluszu zapyta o homologację kasku i .... dupa blada! Zapomnijcie o kasie!
Tutaj już zakończę tę tyradę z przesłaniem - kupujcie tylko kaski z homologacją, bo czaszka jest bezcenna i pytajcie, żądajcie świadectw itp. Nikt Wam łaski nie robi, że dostarczy stosowny dokument. Nie ma kwitu, nie ma kupna, a różnica w cenie pomiędzy homol lub bez , to chyba nie jest Wasza wycena własnej głowy?.
Podobnie ma się sprawa z kaskami po kolizji - to jest złom, tak jak pasy bezpieczeństwa w samochodach po wypadku.
Pozdrawiam

errare humanum est
cron